-5% od 299 zł · kod START5
Do darmowej dostawy brakuje-5% od 299 zł · kod START5
AI0,00 zł

Najdziwniejsze motocykle w historii: Böhmerland i inne konstrukcje

Böhmerland, najdłuższy seryjny motocykl świata z lat międzywojennych

Trzymetrowy Böhmerland woził trzy osoby, wojskowy Kettenkrad łączył motocyklowy przód z gąsienicami czołgu, szwajcarski Peraves zamknął motocyklistę w kabinie z wysuwanymi kółkami, a koncepty Hondy i Yamahy same trzymają równowagę. Oto przegląd najdziwniejszych konstrukcji w historii motocykli, domykający nasz cykl o napędzie 2x2, zawieszeniach bez teleskopu, nietypowych silnikach i trójkołowcach.

Cztery odcinki, jedna lekcja

Przez ostatni miesiąc sprawdzaliśmy, co się dzieje, gdy konstruktorzy motocykli przestają słuchać podręcznika. Były maszyny z napędem obu kół, od traktora Rokona po hydrauliczną Yamahę 2-Trac, z Megolą napędzaną wyłącznie na przód w roli pradziadka. Były motocykle bez teleskopu, w których Bimota chowała skręcanie do piasty, a BMW po cichu sprzedało miliony Teleleverów. Były silniki z gabinetu osobliwości, od Wankla przez turbinę z helikoptera po owalne tłoki Hondy. Były wreszcie pochylane trójkołowce, jedyna z tych nisz, która okrzepła i zarabia. Do kompletu dochodzą motocykle hybrydowe, opisane u nas jeszcze przed startem cyklu.

Lekcja z tych historii powtarza się z uporem. Rynek nagradza prostotę, elektronika zjada mechaniczne rewolucje, a nisza przeżywa tylko wtedy, gdy znajdzie ludzi z konkretną potrzebą. Zostało jednak kilka maszyn, które nie zmieściły się w żadnym z tamtych tekstów, a bez których ten przegląd byłby nieuczciwie grzeczny.

Yamaha WR450F 2-Trac, bohater pierwszego odcinka cyklu o nietypowych konstrukcjach

Böhmerland, limuzyna na dwóch kołach

Pierwszy w kolejce jest rekordzista długości, bo do dziś nikt go seryjnie nie przebił. Czechosłowacki Böhmerland, budowany w latach 1924-1939, mierzył w najdłuższej wersji prawie trzy metry i woził trzy osoby siedzące jedna za drugą. Jednocylindrowy silnik 598 cm³ o mocy 20 KM ciągnął ten pociąg zaskakująco dziarsko, a konstrukcja wyprzedzała epokę odlewanymi aluminiowymi kołami, na które reszta branży czekała jeszcze pół wieku. Magazyn Motorcycle Classics szacuje produkcję na około 1000 sztuk.

Najlepsze jest to, że Böhmerland nie był wybrykiem szaleńca, tylko przemyślanym produktem rodzinnym. W czasach, gdy samochód kosztował fortunę, trzyosobowy motocykl robił za auto dla całego domu. Dziś ocalałe egzemplarze stoją w muzeach techniki i na aukcjach osiągają ceny limuzyn.

Kettenkrad, czyli pół motocykla, pół czołgu

Żaden przegląd dziwactw nie obejdzie się bez NSU Kettenkrad. Wojenna maszyna oznaczona Sd.Kfz. 2 miała z przodu motocyklowe koło z widelcem, a za nim pełnoprawne gąsienice i silnik 1,5 litra z Opla Olympia o mocy 36 KM. Kierowca siedział okrakiem jak na motocyklu, skręcał kierownicą, a przy ostrzejszych zakrętach układ dohamowywał jedną gąsienicę jak w czołgu. Serwis Silodrome opisuje, że rozpędzała się do około 80 km/h, co na gąsienicach robi wrażenie do dziś.

Współczesnym echem tego pomysłu są zestawy snowbike, które zamieniają zwykłego crossa w pojazd śnieżny, z gąsienicą zamiast tylnego koła i nartą zamiast przedniego. Historia zatoczyła koło, tylko zamiast desantu wozi dziś ludzi na freeride.

NSU Kettenkrad, wojskowy pojazd łączący motocyklowy przód z gąsienicami

Motocykl z kabiną i kółkami bocznymi

Szwajcarska firma Peraves od lat 80. buduje coś, co wygląda jak skrzyżowanie motocykla z szybowcem. Ecomobile, a potem MonoTracer, to dwukołowiec z zamkniętą kabiną na dwie osoby siedzące jedna za drugą, napędzany silnikami BMW serii K. W zakrętach pochyla się jak motocykl, a na postoju wysuwa boczne kółka podporowe, bo nogi kierowcy siedzą przecież w środku. Do tego pełny pas bezpieczeństwa, ogrzewanie i bagażnik, czyli komfort auta przy motocyklowej frajdzie i zużyciu paliwa.

Produkcja zawsze była śladowa, ceny szwajcarskie, a mimo to konstrukcja przetrwała dekady i doczekała się wersji elektrycznej. Kabinowy motocykl pozostaje najbardziej konsekwentnym dowodem na to, że między autem a jednośladem naprawdę istnieje trzecia droga, tylko bardzo wąska.

Peraves MonoTracer, kabinowy motocykl z wysuwanymi kółkami podporowymi

Maszyny, które nie potrzebują nogi na ziemi

Na koniec kierunek, który dopiero nadchodzi. Honda pokazała w 2017 roku koncept Riding Assist, motocykl utrzymujący równowagę na postoju bez żyroskopów, samą precyzyjną pracą układu kierowniczego, i potrafiący jechać za właścicielem jak pies. Yamaha odpowiedziała konceptem Motoroid, który reaguje na gesty. BMW dorzuciło wizję Motorrad Next 100, motocykla tak stabilnego, że według producenta kask przestanie być potrzebny. Obietnice konceptów trzeba dzielić przez dwa, ale sam kierunek jest czytelny, bo elektronika, która najpierw zabiła mechaniczne rewolucje z tej serii, teraz zaczyna umożliwiać zupełnie nowe.

Po co to wszystko było

Można na te wszystkie maszyny patrzeć jak na listę porażek. Wolę patrzeć inaczej. Każda z tych konstrukcji sprawdziła jakąś granicę i dzięki temu wiemy, gdzie ona naprawdę leży. Teleskop, łańcuch i tłokowy czterosuw nie rządzą dlatego, że nikt nie próbował inaczej. Rządzą dlatego, że dziesiątki odważniejszych pomysłów przegrały z nimi w uczciwej walce, a te, które znalazły swoją niszę, jak trójkołowce, Rokon czy Telelever, żyją w niej do dziś. Historia motocykla to cmentarz świetnych pomysłów i właśnie dlatego jest ciekawsza niż katalog zwycięzców.

Okiem człowieka od części

Pisząc ten cykl, złapałem się na zawodowej deformacji, bo przy każdej maszynie odruchowo szacowałem dostępność części. Böhmerland wypada tu paradoksalnie nieźle, jednocylindrowy czterosuw sprzed wieku da się obsłużyć u dobrego rzemieślnika. Najgorzej mają właściciele hydrauliki 2-Trac i rotorów Nortona, czyli konstrukcji zbyt młodych na rzemiosło, a zbyt martwych na magazyny producenta. Jeśli z całej serii ma zostać czytelnikom jedna praktyczna rada, brzmi ona tak. Kupując techniczną egzotykę, kupujesz też jej łańcuch dostaw, więc sprawdź go przed zakupem, nie po.

A prywatnie żałuję, że nie zdążyłem nigdy zobaczyć Kettenkrada w ruchu. Podobno w Polsce jeżdżą dwa albo trzy egzemplarze u kolekcjonerów militariów. Gdyby któryś z czytelników znał właściciela, wiecie, gdzie mnie szukać.

Najdziwniejsze motocykle w pytaniach i odpowiedziach

Jaki był najdłuższy seryjny motocykl w historii?

Czechosłowacki Böhmerland z lat 1924-1939. Najdłuższe wersje mierzyły prawie trzy metry i woziły trzy osoby, a napędzał je jednocylindrowy silnik 598 cm³ o mocy 20 KM. Powstało około 1000 sztuk i do dziś to rekord długości wśród maszyn produkowanych seryjnie.

Czy istniał motocykl z gąsienicami?

Tak, wojskowy NSU Kettenkrad z czasów drugiej wojny, z motocyklowym przednim kołem i gąsienicami napędzanymi silnikiem 1,5 litra z Opla. Współcześnie podobną ideę realizują zestawy snowbike, zamieniające motocykl crossowy w pojazd śnieżny z gąsienicą i nartą.

Co to jest motocykl kabinowy?

Dwukołowiec z zamkniętą kabiną, pasami i wysuwanymi na postoju kółkami podporowymi. Najbardziej znane są szwajcarskie Peraves Ecomobile i MonoTracer z silnikami BMW, budowane od lat 80. w śladowych ilościach. W zakrętach pochylają się jak zwykły motocykl.

Czy istnieją motocykle, które same utrzymują równowagę?

Na razie jako koncepty. Honda Riding Assist balansuje bez żyroskopów samą geometrią układu kierowniczego, Yamaha pokazała reagujący na gesty Motoroid, a BMW wizję Next 100. Elementy tych technologii stopniowo przenikają do systemów wspomagających w maszynach seryjnych.

Które nietypowe konstrukcje przetrwały do dziś?

Napęd 2x2 żyje w Rokonie i Christinim, zawieszenie bez klasycznego teleskopu w BMW z Teleleverem, pochylane trójkołowce w Piaggio MP3 i rodzinie Yamahy, a hybrydy w Kawasaki Ninja 7 Hybrid i Z7 Hybrid. Pełne historie każdej z tych gałęzi znajdziesz w pozostałych artykułach naszego cyklu o nietypowych konstrukcjach.

Przemysław Kozłowski
Autor

Przemysław Kozłowski

Miłośnik motoryzacji: zarówno czterech, jak i dwóch kółek. Zafascynowany klasykami na drodze i na ekranie, bo jego drugą pasją są retro gry, szczególnie te z PSX-a. W przerwach między jazdą a graniem chętnie łapie trochę świeżego powietrza na rowerze.